Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/ten-zwykle.legnica.pl.txt): Failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server933059/ftp/paka.php on line 5

Warning: Undefined array key 1 in /home/server933059/ftp/paka.php on line 13

Warning: Undefined array key 2 in /home/server933059/ftp/paka.php on line 14

Warning: Undefined array key 3 in /home/server933059/ftp/paka.php on line 15

Warning: Undefined array key 4 in /home/server933059/ftp/paka.php on line 16

Warning: Undefined array key 5 in /home/server933059/ftp/paka.php on line 17
dziećmi przynoszonymi przez Lorenzo i Pavona. Dzieciaki są

adopcji. Adwokat rodziców miał kancelarię w Charlotte, w Karolinie

dziećmi przynoszonymi przez Lorenzo i Pavona. Dzieciaki są

421
41
tego pewna?
szalonym rytmie, ale nie mogła wydobyć z siebie głosu. Chciała się
daleko. Ta ręka opleciona wokół niej wydawała się taka... naturalna.
an43
oponować, mówiąc, że dojedzie sama i spotkają się w restauracji.
Byłam taka wściekła, zupełnie mnie poniosło. A ona miała nóż.
- 5 -
ręką, a drugą chowając nóż do buta. Potem wyszedł spod auta wraz z

nią dzieje. Chciała zatrzymywać przechodniów, pokazywać im
- Spróbuj tych, kochanie. Potarł je językiem i poczuł dziwny smak. - To koka, skarbie. Nie blefuję. Spodoba ci się. Zaczął je łakomie ssać, wyginając się do góry. Naga Dawn, jedynie z wstążkami na kitkach, siedziała na nim okrakiem. - Dalej, kochanie - krzyczała Lorna coraz wyższym głosem, głośniej niż kiedykolwiek. Myślał, że pęknie mu kręgosłup albo że się udusi, kiedy wcisnęła mu mocniej cycek do ust. Krzycząc, zaczął wchodzić w młode, jędrne ciało, ssąc ogromne piersi Lorny. Od lat nie był tak podniecony. Potem zrobił to jeszcze raz, z matką i córką. Kokaina podkręciła jego zmysły. Narkotyk i wielkie cycki podziałały na niego tak bardzo, że prawie przestał myśleć. Potem Lorna dała mu więcej. Przez lata unikał narkotyków, ale teraz był strasznie podniecony. Wciągnął tylko trochę, ale od tej nocy brali razem i czasami robili to w trójkę. Zawsze na olbrzymim łóżku Lorny. Podniecał się na samą myśl o tym, mimo że właśnie wracał z Oregonu do Prosperity. Dzisiaj było inaczej. Dawn zgodziła się z nim wyjechać i dała mu to, czego chciał, a nawet więcej, ale wyczuł w niej jakiś niepokój, jakby skrywała tajemnicę. Jesteś zboczeńcem, Buchanan. Zboczeńcem. To, co robisz jest perwersją. To jeszcze dziecko. Zły na siebie, włączył radio. Miał nadzieję, że usłyszy wiadomości albo muzykę country, która zagłuszy wyrzuty sumienia. Ale ktoś, pewnie któraś z córek, zmieniła stację na starego rock and rolla. Wszystko w nim zamarło, gdy z głośników popłynęły słowa piosenki, które wdarły się do jego umysłu. Piosenki, którą pamiętnej nocy śpiewał Elvis. Której melodię Derrick tak bardzo starał się zapomnieć. Love me tender, love me true All my dreams ful fill... Kochaj mnie czule, kochaj mnie prawdziwie, spełnij wszystkie moje sny... Miał wtedy siedem lat. Obudził go koszmar. Zawołał matkę, ale Lucretia się nie zjawiła. Pociągając nosem i starając się ukryć łzy, poszedł po ciemku do jej pokoju, ale nie odezwała się, kiedy zapukał. - Mamusiu, mamusiu! - popłakiwał. Nacisnął klamkę. Drzwi się otworzyły. Łóżko było pościelone. Mimo późnej nocy matki nie było ani w sypialni, ani w łazience, ani w garderobie. Poszedł do pokoju ojca na końcu korytarza. I wtedy usłyszał jej ulubioną piosenkę, śpiewaną przez Elvisa. Poszedł za dźwiękiem. Nie prowadził do jadalni, gdzie zwykle ją słyszał, ale na korytarz, a potem do garażu. Długi kabel biegł przez cały korytarz, niczym brązowy wąż, którego tam nie powinno być. Bo cię kocham... Wziął kilka głębokich oddechów i powoli szedł za niskim, kojącym głosem Elvisa. - Mamusiu? - zaczął się denerwować. Przesuwał się z plecami przy ścianie. Wiedział, że ten wąż to nic dobrego. Piosenka nagle skończyła się. W domu zaległa cisza. Słychać było jedynie warkot pracującego silnika samochodu. - Mamusiu? Elvis znowu zaczął śpiewać tę samą piosenkę. Derrick zauważył otwór na dole drzwi garażu, przez który sznur wchodził do środka. - Mamusiu? Tato? - Zaschło mu w gardle. Chciało mu się wymiotować. Pociągnął mocno drzwi. Otworzyły się. Ze środka wydostała się chmura błękitnego dymu. Serce mu kołatało. Smród był potworny. Jak przez mgłę zobaczył ich nową wieżę stereo na przenośnym stoliku. Widocznie mama chciała ją mieć w garażu. Z łomoczącym sercem podszedł do samochodu i zobaczył ją w środku. Jej głowa leżała na kierownicy nowego, lśniącego samochodu, który dostała na urodziny. Próbował otworzyć drzwi od strony kierowcy, ale były zamknięte. Krzyczał do niej i walił w szybę. Zaczął się dusić. Muzyka grała tak głośno, że ledwie mógł ją przekrzyczeć. Gryzący dym nabrał mu się do przełyku. - Mamo! - Dlaczego śpi w samochodzie? - Obudź się! Obudź się, mamo! - Nie ruszyła się. Oczy zaczęły mu łzawić od dymu. Był przerażony jak nigdy dotąd. Coś było nie tak. Uderzył pięściami w szybę. Drzwi garażu otworzyły się. Odwrócił się i zobaczył ojca w krzywo zawiązanym krawacie, z rozczochranymi włosami. Na szarej twarzy malowało się niedowierzanie. - Co tu się dzieje? Derrick, co ty robisz? Lucretia? Twarz Reksa wykrzywiła się z przerażenia. - O, Boże, nie! Podbiegł do samochodu. Spróbował otworzyć drzwiczki samochodu swoimi kluczykami, ale żaden nie pasował. Chwycił młotek z półki ściennej i walnął w szybę od strony pasażera. Szkło wpadło do samochodu, rozbryznęło się po cementowej podłodze i poleciało w powietrze. ... I zawsze będę cię kochać - Lucretia! Och, kochanie, co ty zrobiłaś? Co ja zrobiłem? Przez dziurę w szybie włożył do środka rękę i zwolnił blokadę drzwi. Otworzyły się. Wyłączył silnik i wyciągnął żonę z samochodu - prezentu urodzinowego, który stał się jej zabójcą.
dzieci.

Musiała coś zrobić, i to szybko.

173
402
- Ja z tobą - uśmiechnął się szeroko.
ich potrzebował.
388
134
nocą, ale i tak oboje chcieli wracać jak najszybciej.
granic, nie ma się czego obawiać, może współpracować z Diazem.
- Hm, może i podziałało - zlustrował ją krytycznym spojrzeniem.
siostrę.
kierownicę, zrobi cokolwiek, by przyciągnąć uwagę.
Diaz milczał, myśląc nad jej słowami.
ciśnie ich w dół i utopi, zakładając, że nie rozbiją się na miazgę o
niej od tamtego czasu. Jasne, to, że ona coś czuła, nie musiało wcale
Widzą, jak nieznajomy niesie niszczarkę w okolice kosza na

©2019 ten-zwykle.legnica.pl - Split Template by One Page Love